Znowu przerwa... ah wybaczcie. Postaram się wam to jakoś wynagrodzić DUŻĄ dawką informacji. Może na początek trochę... Politycznie.
W stanie Tennessee na poludniowym wschodzie USA padły oto takie słowa:
- Sądzę, że gry wideo stanowią większy problem niż broń, ponieważ gry wideo oddziałują na ludzi. Pierwsza poprawka ogranicza nasze możliwości w kwestia zrobienia czegoś z grami wideo, a druga poprawka ogranicza je w kwestii broni - to słowa Lamara Alexandra, republikańskiego senatora stanu Tennessee, wypowiedziane w trakcie rozmowy z dziennikarzem MSNBC.
Pierwsza poprawka Konstytucji Stanów Zjednoczonych gwarantuje obywatelom państwa wolność wyznania, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń. Druga dotyczy wolności posiadania broni. Obie zostały wprowadzone we wrześniu 1789 roku. Dziesięć pierwszych poprawek stanowi Kartę Praw Stanów Zjednoczonych.
Nie jest to pierwsza w ostatnim czasie kontrowersyjna wypowiedź amerykańskiego polityka. Pod koniec ubiegłego tygodnia informowaliśmy, że inny senator, Leland Yee, nakazał graczom i przedstawicielom branży zamilknąć, ponieważ dbają wyłącznie o swój interes.
Dyskusja polityczna o przemyśle gier jest pokłosiem strzelaniny w Newton.-Tekst zaciagniety z gram.pl
Medal of Honor, piękna gra, przezemnie osobiście uwielbiana, oststnią odsłoną pokazała że już się wypaliła. A może to jej twórcy?? Wiele osób było strasznie zawiedzionych takim MOHEM. Multi nudne, kampania też według mnie była nie zbyt... udana.
- Gra była solidna, ale skupienie się na autentyzmie nie wzbudziło większego zainteresowania wśród konsumentów - tłumaczy Peter Moore, dyrektor ds. operacyjnych. - Opinie były spolaryzowane, a gra, szczerze mówiąc, została oceniona niżej niż na to zasługiwała. To już jednak za nami. Ściągamy Medal of Honor z rotacji, mając jednocześnie plan na zapewnienie ciągłości rok po roku w oferowaniu strzelanin - dodaje Moore.
Jednak muszą być tego jakieś konsekwencje. A no są. Electronic Arts odniosło ogromne straty. I właśnie między innymi dlatego w 2014 NIE MOŻEMY się spodziewać klejnej odsłony tej serii. W jej miejsce wejdzie Battelfield 4.
Prezes EA Labels Frank Gibeau zdradza, że w przyszłym roku doczekamy się nowego Battlefielda. A my rozważamy możliwe scenariusze.
- EA w przyszłym roku wyda grę z serii Battlefield. Nie możemy się już doczekać, aż pokażemy wam to w szczegółach - powiedział Frank Gibeau, szef EA Labels, podczas konferencji podsumowującej ostatni kwartał w wykonaniu Electronic Arts. Komunikat jest niestety bardzo ogólnikowy i może oznaczać co najmniej kilka rzeczy.
Należy bowiem pamiętać, że "Elektronicy" już wcześniej zapowiadali Battlefielda 4. Problem w tym, że produkcja studia DICE ma zadebiutować w tym roku. Jeśli zatem Frankowi Gibeau nie chodziło o przyszły rok fiskalny (ten rozpoczyna się w kwietniu, czyli obejmuje też najbliższy okres przedświąteczny), może znamionować to dwie rzeczy.
Pierwszy scenariusz jest mniej prawdopodobny i oznacza, że Battlefield 4 nie ukaże się w tym, a dopiero w przyszłym roku kalendarzowym. W takich okolicznościach powstaje jednak pytanie, czym EA zamierza uraczyć fanów strzelanin pierwszoosobowych jesienią bieżącego roku - trudno bowiem sobie wyobrazić, by firma odpuściła kolejną okazję do nawiązania walki z Call of Duty.
Druga wersja zakłada wydanie Battlefielda 4 w tym roku, a następnej odsłony serii, np. Battlefield: Bad Company 3, w przyszłym. Dopóki nie dostaniemy oficjalnego potwierdzenia z obozu EA, trudno cokolwiek więcej w tej sprawie orzec.
Jedno jest pewne - amerykański wydawca na razie zrezygnował z przeplatania serii Battlefield następnymi odsłonami Medal of Honor. Przedstawiciele firmy zapewniają jednak, że mają plan, jak tę lukę wypełnić.
Co o tym sądzicie? Czekacie na to? A może jednak uważacie że coś sknocą?
Statystyki... Statystyki... Statystyki... Nie każdy je lubi, ale te są ciekawe.
Wiecie że aż 6 gier z katalogu Electronic Arts znalazło się na liście najlepiej sprzedających się produkcji anno domini 2012?
Prym wśród gier "Elektroników" wiodła FIFA 13, zakupiona przez 12 milionów konsumentów. W porównaniu do poprzedniej odsłony serii, wynik jest lepszy o 23 proc. Przychody z dystrybucji cyfrowej gry wyniosły 100 milionów dolarów, co oznacza 98-procentową poprawę rok do roku. Wzrost popularności zanotowała jeszcze seria Madden NFL, ze spadkami mierzyły się natomiast NCAA i NHL. Szczegółowych danych nie podano.
Lepiej niż Need for Speed: The Run poradziła sobie ubiegłoroczna odsłona serii, Most Wanted. Jej dokładnych wyników sprzedaży Electronic Arts jednak nie zdradziło. Podało natomiast, że obiecująco przedstawiają się statystyki zamówień przedpremierowych Dead Space 3 i Crysis 3. W obu przypadkach zainteresowanie jest większe niż to, które konsumenci przejawiali drugimi odsłonami tych serii. W przypadku produkcji studia Crytek wzrost wynosi 40 proc.
Subskrypcja Battlefield 3 Premium została wykupiona przez 2,9 miliona osób i przyniosła 108 milionów dolarów zysku. Origin ma już 39 milionów zarejestrowanych użytkowników, z czego aż 17 milionów do logowania używa telefonów komórkowych. Na platformie znajdują się gry ponad stu producentów. Star Wars: The Old Republic po przejściu na model F2P przejawiał pozytywne oznaki, ale przedstawiciele EA podkreślają, że jest jeszcze za wcześnie, by ocenić powodzenie tego przedsięwzięcia.
Lubicie kupować kolekcjonerki gier? Jakaś fajna zabawka, dodatek, mapka? Jeśli tak to macie okazję wydać ok 530zł właśnie na kolekcjonerkę, Jaką? Splinter Cell: Blacklist. Co jest w niej tak wyjątkowego żeby płacić za nią taką kwotę? Spójrzcie.
Co tam jest??
->grę
->88-stronnicowy komiks Splinter Cell Echoes
->plakat
->mapę Billionaire’s Yacht do trybu co-op
->zestaw Upper Echelon Pack zawierający lokację Dead Coast do trybu kooperacji oraz gogle Gold Sonar i strój Upper Echelon.
Samolot dodawany do gry jednak musi być dosyć... no powiedzmy sobie szczerze, średniej jakości składany samolot to wydatek ok 800zł. Więc jak będzie z nim? Kto zaryzykuje? A tak wygląda ów cacko w akcji. Splinter Cell Blacklist's Paladin Takes Flight
To teraz może coś dla fanów symulatorów. Euro Truck Simulator doczekał się nowych DLC.
W nadchodzącym dodatku do gry pojawią się nowe trasy i miasta z Polski, Słowacji i Węgier. Nie zabraknie w nich dobrze odwzorowanych, charakterystycznych budynków, jak np. Pałac Kultury.
Czekacie pewnie na GTA V prawda? Niestety, złe wieści.
GTA V zadebiutuje dopiero 17 września - potwierdziła firma Rockstar Games. - Gra nie przestaje pchać serii w przód na wiele nowych sposobów. Rockstar North tworzy nasz jak dotąd najgłębszy, najpiękniejszy i najbardziej wciągający świat. Jesteśmy bardzo podekscytowani perspektywą przekazania ludziom bliższych informacji na przestrzeni najbliższych miesięcy - mówi Sam Houser, założyciel Rockstara.
Za powód przesunięcia terminu wydania - do tej pory planowano wprowadzić GTA V na rynek wiosną bieżącego roku - podano oczywiście chęć lepszego dopracowania gry. Cóż, fani gangsterskiej serii dodatkowe kilka miesięcy oczekiwań jakoś zniosą, znacznie trudniej byłoby im z pewnością przełknąć, gdyby okazało się, że ma ona liczne niedociągnięcia.
Na swoim blogu Rockstar pisze: - Wiemy, że to około cztery miesiące później niż pierwotnie planowaliśmy, zdajemy też sobie sprawę, że wielu z was będzie rozczarowanych tym nieznacznym poślizgiem, ale zaufajcie nam, ten dodatkowy czas jest tego wart. GTA V to wielka, ambitna, złożona gra, która potrzebuje po prostu nieco więcej czasu na dopracowanie. Dzięki temu osiągnie standard, którego my sami, a co jeszcze ważniejsze, wy wymagacie.
- Prosimy wszystkich fanów GTA, przyjmijcie nasze przeprosiny za ten poślizg. Zapewniamy, że cały zespół pracuje bardzo ciężko, by zrobić możliwie najlepszą grę. Robimy wszystko co w naszej mocy, by w trakcie wrześniowej premiery spełniła, a nawet przewyższyła wasze oczekiwania. Dziękujemy za wasze wsparcie i cierpliwość.
No i ostatnia wiadomość dosyć smutna.
THQ. Ostatnie pożegnanie
Jeśli by zadać pytanie co oznaczają trzy litery T H i Q w nazwie firmy, zapewne niewielu z Was znałoby odpowiedź (oczywiście bez ubierania googli), a część zapytałaby ze zdziwieniem: a to jest jakiś skrót? Owszem, jest - a jego rozwinięcie jest bardziej prozaiczne niż mogłoby się wydawać: Toy Head-Quarters, czyli Główna Siedziba Zabawek. Zabawek przede wszystkim wirtualnych, choć nie od początku było wiadomo, że właśnie tym spółka się będzie zajmować. Powstała w 1989 roku jako firma fasadowa, czyli nieprowadząca własnej działalności, pod nazwą Trinity Acquisition Corporation. Dopiero rok później, gdy przejęła istniejące od 1980 roku studio Brøderbund Software, Inc., stało się jasne, że wejdzie w raczkujący jeszcze wówczas przemysł gier wideo. Jasnym nie było natomiast to, że przez następnych 20 lat z hakiem będzie jedną z głównych sił w tym biznesie.
Debiutancką produkcją wydaną przez THQ był Peter Pan and the Pirates, powstały z myślą o konsoli NES. Równolegle spółka zajmowała się także produkcją zabawek i gier planszowych, ale dualizm trwał tylko do roku 1994. Biznes w branży elektronicznej rozrywki kręcił się bowiem tak dobrze, że postanowiono porzucić drugą gałąź działalności. Odważną decyzją kierownictwa firmy było pozostanie przy konsolach starej generacji, podczas gdy na rynku brylować zaczęły PSX, Saturn i Nintendo 64. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo gry na SNES-a dalej sprzedawały się świetnie, a koszty ich wyprodukowania były nieporównywalnie mniejsze od tych potrzebnych na stworzenie tytułu na nowy sprzęt.
Działania te, podjęte przez Briana Farrella, który schedę szefa THQ przejął po założycielu firmy Jacku Friedmanie, pozwoliły wyjść spółce z pierwszego poważnego kryzysu. Źle zaczęło się dziać już w 1993 roku, kiedy zanotowano 16,2 miliona dolarów straty. Rok później wyniki były jeszcze gorsze - 17,5 miliona dolarów straty. Dzięki nowej strategii już po 12 miesiącach udało się wypracować nie byle jaki zysk netto - 600 tys. dolarów. Na koniec 1996 roku sięgał on już blisko dwóch milionów. Wówczas postanowiono wejść na rynek 64-bitówek, i to od razu z przytupem. Udało się bowiem zdobyć prawa do marki World Championship Wrestling - na jej bazie można było tworzyć gry, które pozwoliłyby się wcielić w ulubieńców rzesz fanów, Hulka Hogana czy Macho Mana Randy'ego Savage'a. Wydane pod koniec 1997 roku WCW vs. nWo: World Tour okazało się prawdziwym hitem, zapewniając THQ aż 40 proc. rocznych przychodów, które sięgnęły wówczas 90 milionów dolarów.
Sukces ten odcisnął zresztą swoje piętno na całej późniejszej historii firmy - gry bazujące na wrestlingu były obecne w jej katalogu praktycznie do samego końca. Nie zawsze było jednak z nimi tak różowo. Electronic Arts widząc, jaką popularnością cieszy się produkcja oparta na marce WCW postanowiło zdobyć do niej prawa, co zresztą mu się udało. THQ mocno to odczuło, gdyż zaledwie w ciągu dwóch dni wartość jednej akcji spółki spadła o 40 (!) proc. Farrell nie zamierzał jednak załamywać rąk i szybko dogadał się z konkurencyjną dla WCW organizacją World Wrestling Federation. Gier spod znaku WWF, a później WWE, THQ wydało aż 26. Wrestling był z pewnością jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków firmy
Za drugi uznać należy serię Saints Row, która doczekała się co prawda tylko trzech odsłon, ale to właśnie ona była w XXI wieku głównym motorem napędowym THQ. Zwłaszcza wydana w 2011 roku trzecia część zrobiła furorę, rozchodząc się w liczbie 5,5 miliona egzemplarzy. Nic zatem dziwnego, że pomimo dramatycznej sytuacji finansowej Jason Rubin nawet przez chwilę nie zastanawiał się nad daniem zielonego światła "czwórce". Choć dziś nie ma już THQ, możemy być spokojni o to, że Saints Row 4 powstanie. Historii tej serii prawdopodobnie by nie było, gdyby nie przejęcie studia Volition, którego wydawca dokonał we wrześniu 2000 roku. Ekipa ta odpowiedzialna jest nie tylko za SR, ale także trzy odsłony nieco zapomnianej dziś serii Red Faction.
Początek XXI wieku to zresztą dla THQ okres intensywnych zakupów. W 2004 roku firma przejęła twórców słynnego Homeworlda, Relic Entertainment, a także mniej znaną ekipę Blue Tongue Entertainment, autorów m.in. obu odsłon de Bloba; w 2006 wcieliła Vigil Games, które następnie wydało na świat dwie części Darksiders oraz Juice Games, najbardziej znane z wyścigowej serii Juiced. W tym samym roku THQ powołało do życia załogę Kaos Studios, sformowaną w dużej mierze z ludzi odpowiedzialnych za jednego z najpopularniejszych modów do Battlefielda 1942, Desert Combat. Ale zakupy nie odbywały się jedynie na płaszczyźnie studiów, ale także licencji.
Spółka postanowiła mocno inwestować w marki filmowe, zwłaszcza te z segmentu dla najmłodszych odbiorców. Zaowocowało to powstaniem takich tytułów, jak seria Auta, Iniemamocni, Kung Fu Panda 2, Ratatouille czy WALL-E. Z interesu tego w ostatnich latach THQ się jednak rakiem wycofywało. Firmie udało się jeszcze pozyskać licencję na markę Bratz, ale przede wszystkim na uniwersum Warhammer 40,000. Na jego bazie powstało dziewięć pozycji, od Dawn of War z 2004 roku począwszy, a na wydanym w 2011 roku shooterze Space Marine skończywszy.
Wszystko to prezentuje się barwnie i obiecująco. Dlaczego zatem u progu drugiej dekady XXI wieku THQ stanęło nad przepaścią i zsunęło się po urwisku? Przyczyn zapewne jest co najmniej kilka. Niemal równo rok temu analizę przeprowadził serwis Kotaku. Artykuł pojawił się na łamach serwisu nie bez przyczyny - wypunktowano bowiem, że w 2007 roku za jedną akcję THQ trzeba było zapłacić 30 dolarów, zaś po pięciu latach jej wartość spadła do 0,7 dolara. Na ławie oskarżonych o doprowadzenie do takiego stanu rzeczy posadzono sześciu potencjalnych winowajców, spośród których każdy miał dołożyć od siebie mniejszą lub większą cegiełkę:
1. Sporty walki, nie tylko wspomnianą serię WWE, ale także UFC - bo koszty licencji pożerały znaczącą część budżetu firmy; 2. Wycofanie się z sektora licencjonowanych gier dla dzieci - skupienie się wyłącznie na "poważnych produkcjach" uznano za błąd, gdyż tytuły Disneya zapewniały ponoć spore wpływy; 3. Red Faction, bo wskrzeszenie marki nie było niczym rewelacyjnym, a mający naprawić niedociągnięcia RF: Armageddon w wielu sferach okazał się jeszcze gorszy od poprzedniczki; na domiar złego THQ przejechało się jeszcze na telewizyjnym show Red Faction; 4. Homefront - strzelanina wojenna Kaos Studios miała rywalizować z największymi FPS-ami w branży, jednak okazała się na to za słaba; 5. Warhammer - wybór może dość zaskakujący, ale autor uznał, że THQ nie potrafiło wyciągnąć z marki wszystkiego co najlepsze i traktowało ją - zupełnie nieuzasadnienie - trochę po macoszemu. Działo się tak zapewne dlatego, że choć była popularna zwłaszcza w Europie, nie cieszyła się takim powodzeniem w Stanach Zjednoczonych.
Szósty oskarżony zasługuje na osobny akapit, bo to sprawca chyba największego nieszczęścia w całej historii THQ - uDraw. Urządzenie pozwalające rysować w wirtualnej rzeczywistości, wprowadzone najpierw na Wii, a następnie na Xboksa 360 i PlayStation 3, okazało się katastrofą na miarę zrzucenia bomby jądrowej. Koszty tej inwestycji miały wynieść spółkę 100 milionów dolarów (nie trzeba chyba dodawać, że dla firmy takiego kalibru taki wydatek jest kolosalny), tymczasem urządzenie sprzedawało się FA-TAL-NIE. THQ na początku ubiegłego roku przyznało, że na magazynach zalega mu 1,4 miliona egzemplarzy tego sprzętu. Tak gigantycznych strat nijak nie dało się nadrobić, tym bardziej, że w spółce nie działo się najlepiej już od paru lat. Wydawca zamykał, sprzedawał lub przywracał niezależność posiadanym przez siebie ekipom (Heavy Iron Studios, Incinerator Studios, Big Huge Games, Kaos Studios, Juice Games), porzucał marki (MX vs. ATV, UFC).
Ostatnim krzykiem rozpaczy było powołanie na prezesa Jasona Rubina, który święcił sukcesy z ekipą Naughty Dog. Jak sam jednak niedawno stwierdził, studio mogło się rozrastać i tworzyć bliskie doskonałości gry dzięki swojemu wydawcy, Sony, który stworzył załodze cieplarniane warunki. Rubin wziął się ostro do pracy, nakreślał plany, priorytetem były dla niego najsilniejsze marki. Ale chyba od początku wiedział, jak to się skończy. A skończyło się ogłoszeniem bankructwa i zlicytowaniem aktywów. Duch THQ pozostanie więc w takich seriach, jak Saints Row czy WWE, ale nigdy już na półkach z tytułami premierowymi nie znajdzie się pudełko sygnowane logiem powstałej w 1989 roku firmy.
Interesującą refleksję na temat THQ przedstawił na łamach GamesIdustry.biz Rob Fahey, już w tytule sugerując, że firma padła ofiarą zmian zachodzących na rynku. I nie jest to opinia odosobniona. Jeszcze przed ogłoszeniem bankructwa, prezes Ubisoftu Yves Guillemot mówił: - To co stało się z THQ jest regularnym zjawiskiem w czasach tranzycji. Niektórym udaje się przetrwać, inni podążają w nowych kierunkach. Tego samego doświadczyły u krańca poprzedniej generacji Atari, Midway czy Acclaim. Publicysta GI.biz dodaje do tego jeszcze jeden czynnik: próbę utrzymania zbyt wielu srok za ogon. - Hardkorowe gry na PC i konsole; gry na urządzenia przenośne; produkcja sprzętu i kontrolerów skierowanych do odbiorców okazjonalnych; branża dziecięca... To są różne i dalekie od dopełniających się formy biznesu, a to, że wszystkie siedzą pod szerokim parasolem z napisem "gry wideo" o niczym już nie świadczy. Nawet duża firma miałaby trudności z odniesieniem sukcesu w tak wielu różnych od siebie sektorach, a THQ nie było dużą firmą - pisze Rob Fahey.
I choć niektórzy gracze zapewne byli - i nadal są - emocjonalnie związani z tymi trzema literkami, to najbardziej w tej chwili nie jest żal samej spółki, bo to twór sztuczny, ale ludzi. Części, jak Relic Entertainment, Volition czy THQ Montreal, się poszczęściło - oni będą nadal pracować nad swoimi projektami, tyle, że pod skrzydłami innych wydawców. Są też jednak i tacy, którzy muszą drżeć o jutro i, co chyba jeszcze gorsze, zmagać się ze świadomością, że "mogą nie być nic warci" - bo przecież nikt nie zainteresował się ich wykupieniem na aukcji własności THQ. Wzięta w cytat fraza to fragment wyrwany z dłuższego, poruszającego wpisu jednego z projektantów Vigil Games, chyba największych przegranych upadku amerykańskiego wydawcy. Nam pozostaje tylko życzyć im powodzenia w znalezieniu nowego zatrudnienia oraz wiary we własne dokonania i umiejętności. I powspominać czasem THQ. Najlepiej ciepło.
THQ (1989-2013). -Tekst zaciagniety z Gram.pl
Dziekuje za czytanie i komentarze. Pozdrawiam.
Najnowsze info na temat Gier (także pbfy), Konsol, Rożnorakie filmy z YT o tematyce gier. Polecane kanały. Zapraszam
czwartek, 31 stycznia 2013
środa, 16 stycznia 2013
A dziś same info.
Dziś opowiem wam o kilku sprawach. Takie ciekawosktki ze świata gier, mam nadzieję że wybaczycie mi zwłokę która nastąpiła. Rozchorowałem się dosyć i nie mogłem pisać. To może na początek coś zabawnego.
Australia doczekała się swojej pierwszej produkcji z oznaczeniem 18+.
Rząd Australii po wielu latach wreszcie się ugiał i wprowadził oznaczenia 18+ i pojawiła się też pierwsza taka gra Ninja Gaiden 3: Razor's Edge. Tamtejsze władze jednak nie ugięły siędo końca. Produkcja jest "krwawa i brutalna" jak mówią i jest dostępna tylko dla osób powyżej 18 roku życia. Wcześniej najwyżesze oznaczenie gier było 15+, dlatego Ninja Gaiden 3: Razor's Edge nie miało żadnego oznaczenia i nie mogło wejść na rynek. Teraz jest to dla nich jedna z najważniejszych produkcji jakie tam wyszły.
A wam kiedyś się zdarzyło że nie chciano wam sprzedać gry bo wyglądaliście za młodo??
Każdy chyba zna grę Fallout, postapokaliptyczna gra w której akcja dzieje się w świecie zniszczonym wojną atomowa. Fallout 1 i 2 był typową grą turową RPG. Prawie klasyk można powiedzieć.Kolejna część realizowana już przez innego producenta weszła w nową erę widoku z 1 i 3 osoby. Moim zdaniem produkcja wspaniała i wogóle cudo. Kolejna część Fallout New Vegas była zrobina jeszcze piękniej chociaż nie uniknęła ona słow krytyki ze strony fanów.
Aktor Erik Dellums, który wcielił się w rolę DJ-a ThreeDoga w Falloucie 3 ma dla swoich fanów bardzo interesującą wiadomość. Czyżby szykowała się kolejna część słynnej serii?
Patrzcie zatem co powiedział:
Do wszystkich fanów Fallouta 3 i ThreeDoga: być może będzie więcej Doga! Ściskajcie kciuki!
Czytałem jednak opinie fanów. W większości są oni niezadowoleni i bardzo sceptycznie nastawieni. Co wy sądzicie o tym?
Kto grał kiedyś w The Elder Scrolls? Chyba każdy a nawet jeśli nie, to każdy szanujący się gracz słyszał o tej grze. Ta gra to geniusz sam w sobie. Wielkie otwarte światy, piękne misje, fabuły i postaci, a także gebialne RPG. A co byście powiedzieli na MMORPG??? Tak.The Elder Scrolls Online.
WSZYSTKIE światy przeniesione do internetu. Jest wielw pytań, wiele niepewności, ale czekamy.
W The Elder Scrolls Online pojawią się trzy frakcje, a rozgrywka nastawiona będzie na tryb PvP z walkami nawet do 200(!!) postaci na jednym ekranie.
Te frakcje to:
Ebonheart Pact: Nordowie, Dunmerzy, Argonianie
Aldmeri Dominion: Altmerzy, Bosmerzy, Khajit
Daggerfall Covenant: Bretoni, Redgardowie, Orkowie
Gra będzie niezwykle rozbudowana i ma się pojawić w tym roku.
Zobaczcie 9-minutowe wideo z fragmentami rozgrywki TES Online
I screeny:)
A teraz jeszcze o ostatniej produkcji a raczej dosyć ciekawej zapowiedzi gry.
Zapowiedź Wiedźmina 3 na 99,9 proc. już 5 lutego.
Skąd to wiadomo?
CD Projekt RED pogrywa sobie z fanami - w udostępnionym wczoraj trailerze Cyberpunku 2077 ukryta jest wiadomość. Najpewniej dotyczy ona rychłej zapowiedzi Wiedźmina 3.
Cyberpunk 2077 - trailer teaser
Oto obszerne fragmenty listu CDP RED do graczy.
O Cyberpunku 2077
- Podoba Wam się nasze najnowsze dzieło? Gorąco w to wierzymy! Być może pamiętacie, że czasami lubimy Wam podesłać jakąś zaszyfrowaną wiadomość - taką jak choćby ta. To znacznie efektywniejszy sposób komunikacji z Wami niż wdawanie się w korporacyjną paplaninę. Zaczynajmy więc! (...)
- Prawdopodobnie jesteście ciekawi, kiedy nastąpi premiera [Cyberpunku 2077 - red.]. Na razie jest to melodia dalszej przyszłości, w grę wchodzi rok 2015, ale bardziej nastawiamy się na to, że wydamy grę, gdy ta będzie gotowa. Oddamy Cyberpunk w Wasze ręce dopiero wtedy, gdy będziemy przekonani, że jest to wspaniałość w najczystszej postaci. Chcemy, by był to najlepszy futurystyczny RPG w historii - ok, może brzmi to awanturniczo, ale taki jest właśnie nasz cel! Ocenicie, gdy gra będzie skończona. (...)
Najważniejsza część
- Na tym nie koniec nowych informacji. Niebawem zapowiemy nasz następny projekt, który jest znacznie bliżej ukończenia. I tak, to także będzie gra z otwartym światem i intensywną fabułą. Możecie się domyślać, o jakiej produkcji mówimy ;-). 5 lutego wszystko będzie jasne.
Gra z otwartym światem, intensywną fabułą i to w dodatku taka, której istnienia możemy się domyślić? Trudno wyobrazić sobie inny scenariusz niż ten, w którym chodzi o Wiedźmina 3. Uzbrójmy się jednak w cierpliwość na ten niecały miesiąc, dzielący nas od oficjalnego ogłoszenia.
Australia doczekała się swojej pierwszej produkcji z oznaczeniem 18+.
Rząd Australii po wielu latach wreszcie się ugiał i wprowadził oznaczenia 18+ i pojawiła się też pierwsza taka gra Ninja Gaiden 3: Razor's Edge. Tamtejsze władze jednak nie ugięły siędo końca. Produkcja jest "krwawa i brutalna" jak mówią i jest dostępna tylko dla osób powyżej 18 roku życia. Wcześniej najwyżesze oznaczenie gier było 15+, dlatego Ninja Gaiden 3: Razor's Edge nie miało żadnego oznaczenia i nie mogło wejść na rynek. Teraz jest to dla nich jedna z najważniejszych produkcji jakie tam wyszły.
A wam kiedyś się zdarzyło że nie chciano wam sprzedać gry bo wyglądaliście za młodo??
Każdy chyba zna grę Fallout, postapokaliptyczna gra w której akcja dzieje się w świecie zniszczonym wojną atomowa. Fallout 1 i 2 był typową grą turową RPG. Prawie klasyk można powiedzieć.Kolejna część realizowana już przez innego producenta weszła w nową erę widoku z 1 i 3 osoby. Moim zdaniem produkcja wspaniała i wogóle cudo. Kolejna część Fallout New Vegas była zrobina jeszcze piękniej chociaż nie uniknęła ona słow krytyki ze strony fanów.
Aktor Erik Dellums, który wcielił się w rolę DJ-a ThreeDoga w Falloucie 3 ma dla swoich fanów bardzo interesującą wiadomość. Czyżby szykowała się kolejna część słynnej serii?
Patrzcie zatem co powiedział:
Do wszystkich fanów Fallouta 3 i ThreeDoga: być może będzie więcej Doga! Ściskajcie kciuki!
Czytałem jednak opinie fanów. W większości są oni niezadowoleni i bardzo sceptycznie nastawieni. Co wy sądzicie o tym?
Kto grał kiedyś w The Elder Scrolls? Chyba każdy a nawet jeśli nie, to każdy szanujący się gracz słyszał o tej grze. Ta gra to geniusz sam w sobie. Wielkie otwarte światy, piękne misje, fabuły i postaci, a także gebialne RPG. A co byście powiedzieli na MMORPG??? Tak.The Elder Scrolls Online.
WSZYSTKIE światy przeniesione do internetu. Jest wielw pytań, wiele niepewności, ale czekamy.
W The Elder Scrolls Online pojawią się trzy frakcje, a rozgrywka nastawiona będzie na tryb PvP z walkami nawet do 200(!!) postaci na jednym ekranie.
Te frakcje to:
Ebonheart Pact: Nordowie, Dunmerzy, Argonianie
Aldmeri Dominion: Altmerzy, Bosmerzy, Khajit
Daggerfall Covenant: Bretoni, Redgardowie, Orkowie
Gra będzie niezwykle rozbudowana i ma się pojawić w tym roku.
Zobaczcie 9-minutowe wideo z fragmentami rozgrywki TES Online
I screeny:)
A teraz jeszcze o ostatniej produkcji a raczej dosyć ciekawej zapowiedzi gry.
Zapowiedź Wiedźmina 3 na 99,9 proc. już 5 lutego.
Skąd to wiadomo?
CD Projekt RED pogrywa sobie z fanami - w udostępnionym wczoraj trailerze Cyberpunku 2077 ukryta jest wiadomość. Najpewniej dotyczy ona rychłej zapowiedzi Wiedźmina 3.
Cyberpunk 2077 - trailer teaser
Oto obszerne fragmenty listu CDP RED do graczy.
O Cyberpunku 2077
- Podoba Wam się nasze najnowsze dzieło? Gorąco w to wierzymy! Być może pamiętacie, że czasami lubimy Wam podesłać jakąś zaszyfrowaną wiadomość - taką jak choćby ta. To znacznie efektywniejszy sposób komunikacji z Wami niż wdawanie się w korporacyjną paplaninę. Zaczynajmy więc! (...)
- Prawdopodobnie jesteście ciekawi, kiedy nastąpi premiera [Cyberpunku 2077 - red.]. Na razie jest to melodia dalszej przyszłości, w grę wchodzi rok 2015, ale bardziej nastawiamy się na to, że wydamy grę, gdy ta będzie gotowa. Oddamy Cyberpunk w Wasze ręce dopiero wtedy, gdy będziemy przekonani, że jest to wspaniałość w najczystszej postaci. Chcemy, by był to najlepszy futurystyczny RPG w historii - ok, może brzmi to awanturniczo, ale taki jest właśnie nasz cel! Ocenicie, gdy gra będzie skończona. (...)
Najważniejsza część
- Na tym nie koniec nowych informacji. Niebawem zapowiemy nasz następny projekt, który jest znacznie bliżej ukończenia. I tak, to także będzie gra z otwartym światem i intensywną fabułą. Możecie się domyślać, o jakiej produkcji mówimy ;-). 5 lutego wszystko będzie jasne.
Gra z otwartym światem, intensywną fabułą i to w dodatku taka, której istnienia możemy się domyślić? Trudno wyobrazić sobie inny scenariusz niż ten, w którym chodzi o Wiedźmina 3. Uzbrójmy się jednak w cierpliwość na ten niecały miesiąc, dzielący nas od oficjalnego ogłoszenia.
sobota, 5 stycznia 2013
Oyua i pierwsze premiery a także....
Nasza wspaniała kostka rubika już doczekała się swojej pierwszej premiery. Cóż to jest się spytacie? A no to wam powiem.
Roasty Rooster. Gra była do tej pory tylko mobilnie. A teraz? Możemy w nią zagrać na dużym ekranie.
Co prawda Roasty Rooster to raczej typowa "gra z komórek", ale o ile mnie pamięć nie mieliśmy wcześniej okazji zobaczyć żadnej innej produkcji działającej na konsoli Ouya - nie zamierzam więc narzekać na jej smartfonowy charakter. Kto wie, czy to nie historyczny filmik...
Roasty Rooster na konsoli Ouya (cholerstwo jest tak małe, że trudno je znaleźć pod telewizorem...):
Oyua: Roasty Rooster
Hmm... Trzeba było wpłacić na Kickstartera, a nie się wymądrzać i kręcić nosem. Nieźle się to prezentuje, co?
Tak, to właśnie pierwsza jej premiera.
Jednak teraz uwaga, bo to jest tak wielki hit, że nawet producenci byli bardzo zaskoczeni. GameStick, o którym wspominałem wcześniej, może już być wydany. Czemu? 100 tyś dolarów które było potrzebne aby móc wydać konsole na rynek uzbierali w... 24h (!!!!!). A do końca zostalo 26 dni i na koncie jest juz ponad 200tys!!! Oby tak dalej kochani a będzie naprawde ciekawie.
Możecie wszystko śledzić na stronie Kickstarter.
Pozdrawiam Yoshimoto
Roasty Rooster. Gra była do tej pory tylko mobilnie. A teraz? Możemy w nią zagrać na dużym ekranie.
Co prawda Roasty Rooster to raczej typowa "gra z komórek", ale o ile mnie pamięć nie mieliśmy wcześniej okazji zobaczyć żadnej innej produkcji działającej na konsoli Ouya - nie zamierzam więc narzekać na jej smartfonowy charakter. Kto wie, czy to nie historyczny filmik...
Roasty Rooster na konsoli Ouya (cholerstwo jest tak małe, że trudno je znaleźć pod telewizorem...):
Oyua: Roasty Rooster
Hmm... Trzeba było wpłacić na Kickstartera, a nie się wymądrzać i kręcić nosem. Nieźle się to prezentuje, co?
Tak, to właśnie pierwsza jej premiera.
Jednak teraz uwaga, bo to jest tak wielki hit, że nawet producenci byli bardzo zaskoczeni. GameStick, o którym wspominałem wcześniej, może już być wydany. Czemu? 100 tyś dolarów które było potrzebne aby móc wydać konsole na rynek uzbierali w... 24h (!!!!!). A do końca zostalo 26 dni i na koncie jest juz ponad 200tys!!! Oby tak dalej kochani a będzie naprawde ciekawie.
Możecie wszystko śledzić na stronie Kickstarter.
Pozdrawiam Yoshimoto
czwartek, 3 stycznia 2013
I znowu konsole...?
Tak. Ponownie chcę wam opowiedzieć o konsoli. Pisałem wam wcześniej o konsoli Oyua. Mam nadzieję że pamiętacie. Małe urządzenie wielkości kostki rubika na systemie android. Teraz chcę wam przedstawić zupełną nowość, najpierw jednak przedstawię wam jeden serwis dzięki któremu możecie przyczynić się do wydania na rynek (!!), tej konsoli. Na rynku coraz częściej pojawiają się gry, filmy, jakieś nowe technologie, dosłownie wszystko, którym pomagają gracze.
KickStarter
Wydawca określa daną kwotę jaką potrzebuje aby wydać dany produkt a ludzie poprostu wpłacają, ale nie myślcie że tak o. Każda wpłata powyżej jakiejś określonej kwoty wiąże się z jakimś podarunkiem np jeśłi chodzi o gre np kopie tej gry, jeśli wpłacisz więcej to może jakieś figurki, DLC, lub inne bonusy. Jeśli zaś producent nie uzbiera odpowiedniej kwoty wszystko idzie na konto producenta.
No to teraz do rzeczy. Chcę wam przedstawić konsolę GameStick.
Czym ona jest? Jeszcze mniejsza nawet niż Oyua, poprostu zwykły pendrive.
Myślą przewodnią twórców GameSticka jest fakt, że mimo przeszło czterech miliardów telewizorów na świecie zaledwie 1% z nich wykorzystuje się do gier. Winowajcą jest oczywiście rynek podzielony między trzy wielkie korporacje, które zbyt łatwo i tanio nie chcą wpuszczać ambitnych twórców do swojego katalogu. Opłaty licencyjne, certyfikacje i tym podobne kwestie mają być ominięte dzięki konsoli GameStick.
Założenia są proste. Otwarte oprogramowanie bazowane na Androidzie ma umożliwić niespełnionym developerom wstęp na szklane, plazmowe i ciekłokrystaliczne ekrany w pokojach gościnnych. Mały rozmiar urządzenia — porównywalny np. z wielkością kart sieciowych na USB — i jego łatwa instalacja w gniazdku HDMI pozwolą bawić się bez konieczności długiego podłączania, personalizacji i tym podobnych uciążliwych przeszkód. Do GameSticka będzie dołączany także kontroler zaprojektowany tak, byśmy mogli w nim umieścić samą konsolę i tak poręczny zestaw zabrać do znajomych, w podróż, gdziekolwiek. W ten sposób ma powstać sprzęt mobilny zapewniający jakość znaną z urządzeń stacjonarnych.
Twórcy GameSticka chwalą się, że współpracują już z ponad 250 developerami, a poza tym znaleźli wiele produkcji w Android Market, które sprawdziłyby się w pełnowymiarowym, konsolowym stylu rozgrywki ja-kanapa-ekran.
Do upragnionych stu tysięcy dolarów (szczegóły TUTAJ, w tym plan produkcyjny i dane techniczne) brakuje jeszcze sporo, ale zbióka potrwa jeszcze przez cztery tygodnie z niewielkim okładem. Jeśli lubicie tego typu eksperymenty, przemyślcie ewentualną inwestycję — urządzenie dawno wyszło z fazy koncepcyjnej, a w głównej kwaterze PlayJam znajduje się już działający prototyp.-Tekst zaciągnięty ze strony CD-Action
Mam nadzieję że pomogłem, wybaczcie za zwłokę co do terminu (miało być w nowy rok, ale musiałem to przesunąć)
Dziekuję za uwagę.
Pozdrawiam.
KickStarter
Wydawca określa daną kwotę jaką potrzebuje aby wydać dany produkt a ludzie poprostu wpłacają, ale nie myślcie że tak o. Każda wpłata powyżej jakiejś określonej kwoty wiąże się z jakimś podarunkiem np jeśłi chodzi o gre np kopie tej gry, jeśli wpłacisz więcej to może jakieś figurki, DLC, lub inne bonusy. Jeśli zaś producent nie uzbiera odpowiedniej kwoty wszystko idzie na konto producenta.
No to teraz do rzeczy. Chcę wam przedstawić konsolę GameStick.
Czym ona jest? Jeszcze mniejsza nawet niż Oyua, poprostu zwykły pendrive.
Myślą przewodnią twórców GameSticka jest fakt, że mimo przeszło czterech miliardów telewizorów na świecie zaledwie 1% z nich wykorzystuje się do gier. Winowajcą jest oczywiście rynek podzielony między trzy wielkie korporacje, które zbyt łatwo i tanio nie chcą wpuszczać ambitnych twórców do swojego katalogu. Opłaty licencyjne, certyfikacje i tym podobne kwestie mają być ominięte dzięki konsoli GameStick.
Założenia są proste. Otwarte oprogramowanie bazowane na Androidzie ma umożliwić niespełnionym developerom wstęp na szklane, plazmowe i ciekłokrystaliczne ekrany w pokojach gościnnych. Mały rozmiar urządzenia — porównywalny np. z wielkością kart sieciowych na USB — i jego łatwa instalacja w gniazdku HDMI pozwolą bawić się bez konieczności długiego podłączania, personalizacji i tym podobnych uciążliwych przeszkód. Do GameSticka będzie dołączany także kontroler zaprojektowany tak, byśmy mogli w nim umieścić samą konsolę i tak poręczny zestaw zabrać do znajomych, w podróż, gdziekolwiek. W ten sposób ma powstać sprzęt mobilny zapewniający jakość znaną z urządzeń stacjonarnych.
Twórcy GameSticka chwalą się, że współpracują już z ponad 250 developerami, a poza tym znaleźli wiele produkcji w Android Market, które sprawdziłyby się w pełnowymiarowym, konsolowym stylu rozgrywki ja-kanapa-ekran.
Do upragnionych stu tysięcy dolarów (szczegóły TUTAJ, w tym plan produkcyjny i dane techniczne) brakuje jeszcze sporo, ale zbióka potrwa jeszcze przez cztery tygodnie z niewielkim okładem. Jeśli lubicie tego typu eksperymenty, przemyślcie ewentualną inwestycję — urządzenie dawno wyszło z fazy koncepcyjnej, a w głównej kwaterze PlayJam znajduje się już działający prototyp.-Tekst zaciągnięty ze strony CD-Action
Mam nadzieję że pomogłem, wybaczcie za zwłokę co do terminu (miało być w nowy rok, ale musiałem to przesunąć)
Dziekuję za uwagę.
Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





















